Św. Wincenty a Paulo – Konferencja nr 182 – O oderwaniu od dóbr ziemskich

Tomasz ZielinskiPisma Wincentego a Paulo, Wincenty a PauloLeave a Comment

CREDITS
Author: .
Estimated Reading Time:

(8 czerwca 1658 r.) Konferencja była o oderwaniu się od spraw ziemskich, a miała trzy punkty: pierwszym były racje, które ma Zgromadzenie, żeby całkowicie oderwać się od dóbr ziemskich; drugim punktem, jakie są szczególne rzeczy, od których Misjonarze powinni się odrywać; i trzecim, środki, żeby się od nich oderwać, aby odtąd żyć tylko w Bogu i dla Boga.

Konferencja ta była drugą na ten temat, w której , po tym, jak przemówiło kilku ze Zgromadzenia, tak braci, jak księży, Ks. Wincenty podsumował ten temat i powiedział, że jednym z motywów, które Zgromadzenie ma, żeby całkowicie oddać się Bogu i żeby oderwać się od wszystkich spraw ziemskich, bądź od przywiązania do dóbr, do zaszczytów i do wygód, jest to, że bez tego oderwania nigdy nie dokona ono wielkich rzeczy i nigdy nie będzie zdolne, żeby oddać wielkie usługi Bogu. Apostołowie opuścili wszystko, kiedy była kwestia, czy iść za naszym Panem; w ten sposób my, którzy oddaliśmy się Bogu, żeby iść za Nim, złożyliśmy nawet śluby; bowiem przez ślub czystości obiecaliśmy Bogu, że wyrzekniemy się przyjemności cielesnych i duchowych; przez ślub ubóstwa, dóbr i wygód tego życia, złota i srebra i bogactw ziemskich; a przez ślub posłuszeństwa, zaszczytów, godności i chwały światowej. Te trzy śluby, to znaczy czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, zmierzają do zniszczenia i sprzeciwiają się trzem przywarom, które królują na ziemi, o których mówi św. Jan, to znaczy: pożądliwości ciała, pysze żywota i pożądliwości oczu.

Innym motywem, który mi się nasunął i który powinien nas do tego skłaniać, o której właśnie powiedziano, ten który właśnie mówił, powiedział to; nie będę tego powtarzał.

Punkt drugi. – Czym jest to oderwanie i jakie są rzeczy, od których Misjonarze powinni być szczególnie oderwani? Dobrze, żeby to wytłumaczyć ze względu na naszych braci pomocników. To, żeby nie mieć przywiązania ani upodobania w czymkolwiek z tego, o czym właśnie powiedzieliśmy, względem siebie samego, swych zmysłów, unikając wszystkiego tego, co prowadzi do nieczystości, bądź duchowej, bądź cielesnej; nie pieścić się; nie być tak czułym dla siebie samego, lub tak lichym, żeby nie móc znieść, że czegoś nam brakuje, bądź do picia, bądź do jedzenia. Chcemy dobrego chleba, dobrego wina, pięknych ubrań, mówię pięknych ubrań, żeby być dobrze ustawionymi i żeby nic nam nie brakowało. Księża… Powiem wam: Księża? powiem wam: moi bracia? Zatem, powiedziałem wam ostatnio, że nie będę już nazywał was inaczej jak moi bracia, a oto tymczasem właśnie nazwałem was Księżmi; to słowo wyrwało mi się; być może, że wyrwie mi się jeszcze kiedy indziej; cokolwiek by było, moją intencją jest jednak, żeby nazywać was odtąd zawsze moimi braćmi; nasz Pan tak postępował względem Apostołów.

Zatem, aby powrócić, mówię więc, że trzeba, żebyście wiedzieli, że był pośród nas ktoś tak lichy, że odmówił jakiegoś obrania, sutanny, którą mu dano, bo mu się nie podobała. Czy nie jest to dziwne? Cóż! odmówić tego, co się wam daje i powiedzieć: “Nie chcę tego w ogóle; to mi nie odpowiada!” Gdzie jest osoba, proszę was, kiedy się doprowadziła do tego punktu? Czy praktykuje cnotę ubóstwa? Cóż! zamiast być zadowolonym ze znalezienia tej okazji, żeby wykonać akt cnoty, czyni się całkiem przeciwnie! O, moi bracia, o, moi bracia, jakiż mamy powód, żeby obawiać się kar Bożych, jeśli się nie poprawimy!

Nędznik, niegodziwiec, jakim jestem, który posługuje się hańbą! Żebrak, chlewiarz, jeździ karetą, och! jakież zgorszenie! Zbawicielu mojej duszy, przebacz mi! Zobaczcie nędzę, w którą Bóg pozwolił, żebym popadł, żeby być zmuszonym do posługiwania się karetą, nie mogąc już chodzić inaczej.

Zatem,aby powrócić, mówię, że trzeba krótko ucinać z kobietami, kiedy ma się im coś do powiedzenia, kiedy ma się coś do porozmawiania z nimi, i żeby było to zawsze w miejscu, gdzie można być widzianym. Jeśli jest to w rozmównicy, nie zamykać drzwi, nawet dobrze w ogóle nie wchodzić do rozmównicy. Nie mogę nie powiedzieć, że jest ktoś między nami, który ledwie mu powiedzą, że kobieta prosi go na furtę, natychmiast tam i idzie i udaje się do tej małej rozmównicy, a będąc tam, przymyka drzwi i przebywa tam często dość długo. Zatem, moi bracia, unikajmy tych częstych bezużytecznych rozmów z kobietami; rozmawiajmy z nimi tylko, kiedy jest to koniczne. Wiem dobrze, że jest to płeć, z którą jesteśmy zmuszeni nieraz rozmawiać, ale czyńmy to tak, aby to było tylko w konieczności; i jeszcze trzeba to robić krótko, dając jednak konieczny czas, żeby mogły powiedzieć nam to, co mają do powiedzenia. Oto biedne Siostry Miłosierdzia; bardzo potrzeba, żebym z nimi rozmawiał, aby móc im pomóc. Nie mogę stać, moja słabość mi w tym przeszkadza, i tak jestem zmuszony, żeby wchodzić do rozmównicy i usiąść.

Popatrzcie trochę, czy nie jest dziełem Bożym założenie tych biednych sióstr. W tym tygodniu otrzymałem trzy czy cztery listy z różnych okolic tego królestwa, w których proszą o te biedne siostry. Pani księżna d’Aiguillon pisze mi, żeby umieścić je w Havre de Grâce. Królowa, z drugiej strony, prosi o nie; nie ona pisze do mnie, ale kazała napisać do mnie Ks. de Saint-Jean, który jest jednym z jej kapelanów, żeby posłać je, żeby wspomagały rannych i chorych biednych żołnierzy. Ksiądz biskup Sarlat [1. Nicolas Sevin.] prosi mnie z drugiej strony do Cahors, pragnąc je mieć do prowadzenia małego szpitala, który niedawno został założony. Cóż to, moi bracia? Czyż nie jest to dzieło Boże? Cóż! biedne liche wiejskie dziewczyny, większość niewychowane! A oto tymczasem proszą o nie ze wszystkich stron! Jutro mam jeszcze zrobić im konferencję o ich regułach.

Pycha żywota: chcieć wszędzie wygrać, wybierać nowe słowa, chcieć błyszczeć na ambonach, w konferencjach dla ordynandów, w katechezach. I po co to? I czego w tym się szuka? Chcecie to wiedzieć, moi bracia? Siebie samego. Chce się, żeby mówiono o sobie, szuka się, żeby być chwalonym, pragnie się, żeby mówiono, że dobrze nam się udaje, że czynimy cuda, żeby nas to wywyższało. Oto punkt, oto ten potwór, oto ten brzydal. O, nędzo ludzka, o, wspomniana pycho, jakie zło powodujesz! Wreszcie to, żeby głosić siebie samego, a nie Jezusa Chrystusa, ani dusze.

Dziś, po obiedzie, wysłuchałem nauki, Biskupa Sarlat do Księży ordynandów; i po tym, rozmawiając z nim, powiedziałem mu: Ekscelencja, dzisiaj mnie nawróciłeś”. Powiedział mi: “Jak to, Księże?” – “Dlatego – powiedziałem mu – że powiedziałeś to wszystko, co powiedziałeś tak tak dobrze i tak prosto, że wydawało mi się to tak dotykające, że nie mogłem nic innego, jak tylko chwalić Boga.” – “Niestety! Księże – odpowiedział mi – mógłbym powiedzieć coś innego, co byłoby wznioślejsze, gładsze, ale myślałem, że obraziłbym Boga, gdybym to zrobił”.

Zatem – powiedział Ks. Wincenty – zobaczcie, moi bracia, odczucie tego prałata, obaczcie; to w ten sposób postępują ci, którzy szukają Boga i zbawienia dusz: działają przystępnie i prosto. Jeśli postępujecie w ten sposób, zobaczcie, Bóg jest w jakiś sposób zobowiązany, żeby błogosławić temu, co mówicie, by błogosławić waszym słowom; Bóg będzie z wami, będzie działał z wami; cum simplicibus sermocinatio ejus [2. Prz 3,32 „bo Pan się brzydzi przewrotnym, a z wiernymi obcuje przyjaźnie”]. Bóg jest z prostymi i pokornymi, wspomaga ich, błogosławi ich pracom, błogosławi ich przedsięwzięciom. Cóż! wierzyć, że Bóg będzie wspomagał osobę, która szuka swojej zatraty! Cóż! że będzie On pomagał człowiekowi, żeby się zatracił, jak czynią to ci, którzy głoszą kazania inaczej aniżeli prosto i pokornie, którzy głoszą samych siebie, etc., to jest to, co w ogóle nie może przyjść na myśl! O, moi bracia, o, moi drodzy bracia, gdybyście wiedzieli, jakim złem jest głosić kazania inaczej, niż czynił to nasz Pan Jezus Chrystus tu nisko na ziemi, w ten sposób, jak czynili to Apostołowie i jak czynią liczni słudzy Boży nawet dzisiaj, mielibyście wstręt do tego!

Bóg wie, że aż trzy razy rzuciłem się na kolana do stóp jednego ze Zgromadzenia, który wówczas był w nim, ale którego już w nim nie ma, przez trzy kolejne dni, żeby prosić go ze złożonymi rękami, żeby zechciał głosić kazania całkiem prosto i przystępnie i żeby mówił tylko to, co było w notatkach, które mu dawano, ale nigdy nie mogłem tego na nim wymóc. Głosił naukę dla kandydatów do święceń. Popatrzcie trochę, jakie i ile było w nim to przywiązanie! Również Bóg mu nie błogosławił; nie odnosił żadnego owocu ze swych kazań i konferencji; całe to nagromadzenie słów i cyklów stał się dymem.

Prostoty więc, moi bracia! Głośmy Jezusa Chrystusa duszom; mówmy to, co mamy do powiedzenia, prosto, przystępnie, pokornie, ale stanowczo i z miłością; nie szukajmy w ogóle, żeby siebie zadowolić, ale żeby zadowolić Boga, żeby zyskać dusze i żeby doprowadzić je do pokuty, ponieważ cała reszta jest tylko próżnością i pychą; tak, postępować inaczej jest tylko pychą, czystą pychą, za którą Bóg, zobaczycie, będzie mógł ukarać pewnego dnia tych, którzy pozwolili się nią ponieść.

A jeśli Zgromadzenie Misji dojdzie kiedyś do tego nędznego stanu, będzie można powiedzieć, kiedy się to stanie, że zginie; że je opuści. Bowiem, powiedzcie mi, proszę was, co jest zdolne, żeby przyciągnąć tych księży z Sorbony, na przykład, żeby przychodzili tutaj na rekolekcje przed święceniami? Żadna inna rzecz, jak tylko pokora i prostota, z tórymi staramy się działać, przez miłosierdzie Boże; to staraliśmy się czynić aż dotąd. Oto pewien licencjusz teologii jest tutaj; co mogło skłonić go, żeby tutaj przyszedł? Czy to, żeby nauczyć się tutaj czegoś innego niż cnoty? A odkąd zobaczą już w Zgromadzeniu błyszczącej pokory, prostoty, miłości, już nie przyjdą tutaj, ponieważ co do nauk, wiedzą o nich dużo więcej niż my. W ten sposób, moi bracia, powinniśmy życzyć sobie i prosić Boga, żeby był łaskaw uczynić tę łaskę każdemu z osobna ze Zgromadzenia i temuż Zgromadzeniu w ogólności, żeby postępowało prosto, pokornie i przystępnie; żeby głosiło czystą prawdę Ewangelii w sposób, w jaki nauczał jej sam nasz Pan; w sposób, żeby cały świat nas rozumiał, żeby każdy mógł odnieść korzyść z tego, co mówimy.

Względem przywiązania do dóbr, jak verbi gratia, być bardzo zadowolonym z posiadania pieniędzy, jeśli powraca się z misji, zatrzymywać z nich, a potem iść do przełożonego i mówić mu: “Księże, tyle mi pozostało; czy spodoba się tobie, żebym za nie kupił taką książkę, taką rzecz?” zatem, moi bracia, to oznacza jeszcze przywiązanie do dóbr i wygód. W ogóle nie należy tego robić, ale trzeba oddać natychmiast, kiedy się powróci resztę pieniędzy w ręce tego, który troszczy się, żeby je przechowywać, prokuratora domu. Odrywać się, poza tym, od dóbr, które się posiada, lub które mogą nam przypaść w udziale, uwolnić nasz umysł od wszystkiego tego i nie mieć żadnego przywiązania, również do naszych krewnych i przyjaciół; tak, moi bracia, mówię to, powinniśmy odrywać się od zbyt wielkiego przywiązania do krewnych i przyjaciół, ich interesów i reszty. Krótko, kto mówi Misjonarz (słyszę prawdziwy Misjonarz) mówi człowiek, który ma na względzie jedynie samego Boga, swe zbawienie i zbawienie bliźniego, mówi człowiek, który nie ma żadnego innego przywiązania, jak to, które ściślej jednoczy go z Bogiem.

Środki.
To, żebyśmy oddali Bogu wszystko dobro i postanowili mocno, począwszy od teraz, od chwili obecnej, że nie będziemy przywiązywać się do żadnej rzeczy ziemskiej, która mogłaby przynieść jakieś opóźnienie w cnocie i doskonałości, której nasz Pan żąda od każdego z nas w naszym powołaniu, ale szukać zawsze Boga w czystości i prosto, a nigdy siebie samych, ani swoich interesów; wierzcie mi, jeśli małe Zgromadzenie będzie postępować w ten sposób, bądźcie pewni, moi bracia, że nasz Pan będzie je błogosławił i wszystko to, co będzie ono czynić, i że ten stan jest dobrym usposobieniem, żeby przyjąć Ducha Świętego.

Jutro, w dzień Pięćdziesiątnicy, w którym to dniu Duch Święty zstąpił na Najświętszą Pannę i Apostołów oraz innych zebranych uczniów, będzie to dobrym środkiem, żeby zyskać to oderwanie od siebie samych i wszystkich spraw ziemskich, aby połączyć się w duchu z Najświętszą Panną i Apostołami i prosić nieustannie Boga o uczestniczenie w tym samym Duchu. Oby spodobało się Jego Boskiemu Majestatowi uczynić tam tę łaskę!


[*] – Konferencja 182. – Rękopis powtórzeń rozmyślania, f° 69; Coste, XII, s. 19-26. Tłumaczenie polskie: Konferencje i przestrogi św. Wincentego. Tłumaczenie z francuskiego, Kraków 1909, str. 225-230.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *